| Raport meczowy - Finał |
| niedziela, 20 czerwca 2010 - 11:00 | ||||
![]() |
KKS Łazowianka Łazy
|
0 - 1 |
MCKS Czeladź
|
![]() |
|
Se leggi questa scritta, è perchè non hai installato il player per flash.
|
| Widzów: 30 |
| Sędzia: Michał Zając |
| Podsumowanie |
|
Relacja ze spotkania Autor: misiek Dzisiejszego, deszczowego ranka na Stadionie Miejskim w Łazach odbył się najważniejszy mecz w sezonie rozgrywek juniorskich naszego podokręgu - mecz o Mistrzostwo Juniorów Podokręgu Sosnowiec. Naprzeciw siebie stanęły dwie drużyny, które zwyciężyły swoje grupy w „fazie zasadniczej". Po jednej stronie boiska Łazowianka Łazy - zwycięzca grupy II. Po drugiej stronie MCKS Czeladź - zwycięzca grupy I, a zarazem faworyt spotkania. Łazowianka przystąpiła do spotkania w nieco zmodyfikowanym składzie. Szeregi drużyny zasilili zawodnicy na co dzień grający w rozgrywkach seniorskiej A-Klasy: B.Fec, Gniadek. Świątek. Trener Błoch mógł zatem liczyć na zdrowych i gotowych do gry swoich wszystkich podopiecznych. Godzina 11:00, pierwszoligowy sędzia - p. Michał Zając rozpoczyna spotkanie. Początek spotkania to, jak zawsze w meczach o wysoką stawkę, wzajemne badanie się drużyn. Obie drużyny atakują dość nieśmiało, jednak do MCKS sprawia wrażenie drużyny bardziej poukładanej w ofensywie, ich akcję są bardziej składne i groźniejsze niż ataki KKS. Z upływem kolejnych minut ataki obu drużyn coraz śmielsze. Pierwszą groźną akcję przeprowadza Łazowianka. Lewym skrzydłem w pole karne powędrował Ewkowski, jednak w decydującym momencie akcji psikusa naszemu zawodnikowi sprawiła śliska nawierzchnia. Nasz pomocnik przy próbie strzału poślizgnął się na mokrej trawie, co zdecydowanie zmniejszyło siłę uderzenia. Brakło niewiele, jednak stan nadal 0:0. Niedługo przyszło nam czekać na odpowiedź gości z Czeladzi. Po skutecznym kontrataku, zawodnik MCKS znalazł się w polu karnym Łazowianki. „Asystowało" mu trzech łazowskich obrońców. Napastnik gości zdecydował się na uderzenie z odległości około 15m, a po chwili piłka zatrzepotała w siatce. Bramka nieprzeciętnej urody, rzadko ogląda się takie gole. Chapeau bas dla strzelca bramki. W odpowiedzi na bramkę gości, Łazowianka próbowała doprowadzić do wyrównania. Stworzyła sobie jeszcze dwie dogodne okazje, jednak brakowało nam szczęścia - przeszkadzała śliska murawa lub strzał był zbyt słaby. Pierwsza połowa zakończyła się przy stanie 0:1. Poziom meczu nie zachwycał. Więcej chyba oczekiwali Kibice od zawodników obu ekip. Szczególnie sympatycy Łazowianki mogli czuć niedosyt - w końcu gdyby nie brak skuteczności, mogliśmy co najmniej remisować. Drugą połowę można określić, jako odwrócenie ról. To Łazowianka atakowała, a faworyci z Czeladzi więcej czasu spędzali w defensywie niż w ofensywie. Niestety przewaga w posiadaniu piłki i zamykanie MCKS na własnej połowie nie przełożyły się na zdobycie bramki. Najgroźniejsze sytuacje w II połowie stworzył sobie Wojtek Graca. W pierwszej próbie, po indywidualnej akcji i strzale zza pola karnego, piłka minęła nieznacznie słupek bramki. W drugiej okazji, po dobrym dośrodkowaniu Michała Feca i strzale głową Gracy, piłkę zdołał sparować bramkarz MCKS. Goście nastawili się na grę z kontry, w kilku sytuacjach groźnie kontratakując mogli powyższych wynik na 0:2, jednak - podobnie jak w Łazowiance - zawodziła skuteczność. Po upływie 80 minut, w strugach deszczu MCKS Czeladź mogło triumfalnie śpiewać i tańczyć, radując się ze zdobycia upragnionego trofeum. Czy można powiedzieć, że któraś drużyna była lepsza? Osobiście uważam, że obie drużyny zasłużyły na remis. Jednak w piłce liczą się bramki, a nie ładna gra czy przewaga optyczna. Należy także „oddać Bogu co boskie" - MCKS strzelił przepiękną bramkę. Pozostaje nam jedynie pogratulować drużynie MCKS Czeladź i życzyć przyszłych sukcesów sportowych! Na koniec kilka cierpkich słów dla łazowskiej drużyny. Jak już wspominaliśmy w składzie Łazowianki pojawiły się „wzmocnienia" w osobach Feca, Gniadka i Świątka. Zastanówmy się, jaki sens w takim posunięciu widzieli kierownicy naszej drużyny? Czy takie posunięcia są racjonalne? O ile nad osoba Bartosza Feca nie ma, co się zastanawiać (doskonale zna naszych juniorów, kilka lat grał z nimi w drużynie trampkarzy i juniorów), o tyle nie widzę sensu wprowadzania do drużyny graczy, którzy kompletnie nie znają się z resztą zespołu, tym bardziej w tak ważnym spotkaniu. Ile do gry naszego zespołu jest w stanie wnieść zawodnik, który ani minuty nie spędził na boisku z resztą zespołu (pomijając Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, ale oni bawią teraz w RPA)? Ważne jest jeszcze jedno - mecz taki jak spotkanie o Mistrzostwo Podokręgu, jest swoistą nagrodą dla zawodników. Jak więc ma się czuć junior, który cały sezon harował w podstawowej jedenastce, tylko po to, by w najważniejszym meczu zasiąść na ławce i oglądać „w akcji" kompletnie niezasłużonego zawodnika, który zajął jego miejsce? Działacze czy trener - nie wiadomo, kto wpadł na taki pomysł. Wiadomo, że była to wielka niesprawiedliwość wobec naszych juniorów, a i pod względem sportowym nie przyniosło to żadnych korzyści. Wielka szkoda, że nie doceniono dzisiaj niektórych zawodników; wielka szkoda, że nie szanuje się zespołu i jego członków.... Zakaz rozpowszechniania bez zgody autora ! |


41'
41'











